Justyna & Jakub
Zacznę może tak. Ja to mam chyba szczęście do spotykania genialnych par, przez te wszystkie lata pracy, jako fotograf ślubny.
Justyna i Kuba, to jedna z tych par, z którymi chciałoby się pracować bez końca. Czy to na etapie reportażu, czy na sesji plenerowej.
Aparaty spakowane, lampy spakowane, kierunek Mielec…
Zaczęliśmy spokojnie z Kubą na przygotowaniach, bez stresu, bez spiny, gdzie powstał jeden z moich najbardziej ulubionych kadrów z tych wszystkich wspomnianych lat. Kuba i jego Anioł Stróż. Światłocień i highlights’y, który genialnie podkreśliły detale sylwetki tego małego Stróża. Zresztą tych ulubionych kadrów powstało na tym ślubie więcej…
Szybki przelot do domu rodzinnego Justyny, a tam poza cudowna bohaterką tego dnia, również jej cudowni rodzice. Posiadanie skila w postaci umiejętności w wiązaniu krawata, który ratuje niejeden ślub, zawsze na miejscu.
Justyna prócz tego, ze jest przepiękną kobietą, zawodowo zajmowała tańcem. To, że na parkiecie dawało się to we znaki jest sprawa oczywistą. Jednak czymś cudownym była oprawa, jaką przygotowali dla niej znajomi z zespołu tanecznego.
Ceremonia ślubna odbyła się w mieleckiej Bazylice św. Mateusza, a po ceremonii…
No właśnie, tego pięknego słonecznego dnia w drodze na sale nastąpiło totalne, ale totalne oberwanie chmury, które w zasadzie nie pozwoliło nawet na przejście Pary Młodej na salę. Tylko ich, nie wiedzieć czemu, szczęśliwy z tego faktu fotograf latał wokół samochodu i kazał im otwierać szybę w aucie.
Przestało lać, można było zacząć wesele, no i się zaczęło… że było grubo, to mało powiedziane. Było nieziemsko.
Miejsce wesela, to klimatyczna Karczma Polska.
Często w trakcie wesela próbuję znaleźć miejsce by stworzyć kadr, którego nikt się nie spodziewa po danym miejscu. Ja już tak mam. Szukam miejsc, szukam przede wszystkim światła i wiem, jak chce je wykorzystać. Tutaj nie było inaczej.
Po środku Sali bankietowej była w suficie otwarta przestrzeń, tworząca antresole z wyższego poziomu. Po środku tego otwory zwisały na długich przewodach sporej wielkości lampiony.
Wystarczyło poprosić PM by stanęła sobie na górze, oświetlić ich wyzwalaną zdalnie lampą, przygasić w ekspozycji całkowicie światło zastane i zrobić zdjęcie z dołu.
Proste? Proste…
Wracając do wesela i gości. Całe to wydarzenie było czystym złotem. Świetni goście, cudowna interakcja między nimi, zabawa przy stołach, ogień na parkiecie. Non stop.
Jako to zwykle bywa pożegnałem się z Justyną i Kubą słowami „ to co, widzimy się na plenerze”
No i się spotkaliśmy na tym plenerze.
Plan zakładał Krakowski Kazimierz. W uliczkach starego miasta powstały dosyć spontaniczne, piękne kadry. Skupiające uwagę na ta genialną dwójkę.
No i jak tak kończyliśmy było szybkie spojrzenie na zegarek i… kurde załapiemy się na zachód słońca na Górze Zborów, no i pojechali…
Pojechali, weszli i zrobili kolejna sesję o zachodzie, a nawet już po. Pamiętacie to zdanie z początku, ze z takimi człowiekami mogę parować bez końca? Tak, zdecydowanie to prawda.
Przed Wami Justyna i Jakub